Pierwsza kawa za oceanem.
Zamawianie kawy w Tim Hortons to dla nowicjusza nauka nowego języka. Tu nikt nie traci czasu na mówienie ,,poproszę z mlekiem i cukrem". Tu używa się kodu!
Najświętsze hasło Kanady to ,,Double Double". Co to znaczy? Dwie porcje śmietanki i dwie porcje cukru. To absolutny standard, taki kanadyjski „default”. Ale na tym drabina się nie kończy! Jeśli potrzebujesz potężnego strzału energii (i cukru), zamawiasz ,,Triple Triple"– czyli potrójną śmietankę i potrójny cukier.
Powiedzmy sobie szczerze: dla kogoś wychowanego na mocnej czarnej kawie, pierwsza kawa z Tim Hortons to szok. Jest rzadka, wodnista i parzy w język. Lura, woda po parówkach takie określenia jej towarzyszą ... nie czarujmy się kawa z Tima nie wygrałaby konkursu baristów, ale ma w sobie coś specyficznego, kanadyjski urok. Dostaje się ją w gigantycznym kubku na wynos i pije jak wodę. Ten czerwony kubek to nieodłączny element krajobrazu- mają go w ręku budowlańcy, biznesmeni... w aucie, na spacerze, autobusie, na zakupach...wszędzie o każdej porze. Na początku był to dla mnie szok. Po miesiącu złapałam się na tym że ten czerwony kubek to też mój nieodłączny element codzienności.
Jak kawa to i TIMBITSY!
Kanadyjski klasyk! Dla nas, wychowanych na pączkach z różą i cieście drożdżowym, pierwszy gryz Timbitsa to szok. To jest słodycz do potęgi n-tej! Lukier polany lukrem i posypany cukrem. Dla przeciętnego Polaka zjedzenie więcej niż dwóch to wyzwanie dla trzustki. A Kanadyjczycy? Oni kupują je w pudełkach po 10, 20, a nawet 50 sztuk i zajadają się nimi jak popcornem. To chyba kwestia genów – ja po jednym muszę wypić litr wody, a oni dopiero się rozkręcają!