Kto ma wiarę, ten ma wszystko.

Wiara...

3 lut
Wiara...

Po 9 godzinach w powietrzu w końcu dotknęliśmy kanadyjskiej ziemi. Wylądowaliśmy w Toronto, ale wiedziałam, że to nie koniec podróży. Czekała nas jeszcze najważniejsza przeprawa – biuro imigracyjne. Musiałam odebrać swój Open Work Permit, a dzieci potrzebowały wiz studenckich (Study Permit), żeby mogły pójść tu do szkoły.

​Kiedy weszliśmy do hali imigracyjnej, nogi się pode mną ugięły. Mój mąż miał rację. Ostrzegał mnie, że kolejki mogą być straszne, ale to, co zobaczyłam, przeszło moje wyobrażenia. Lekko licząc – 100 osób w ogonku. Na moje oko: kilka godzin stania.

Dzieci były już wykończone całą podróżą...kilkanaście godzin. Ja obładowana bagażami podręcznymi, z córeczką na ręku, czułam, jak opadają mi resztki sił. Ale wiedziałam jedno – nie mogę dać po sobie poznać, że jest źle. Musiałam być silna dla nich. Zacisnęłam zęby, przygotowana na najgorsze. Syn który wówczas miał zaledwie 8 lat naprawdę pomagał mi jak mógł.

​Nagle mój synek ciągnie mnie za rękaw:

– Mamo, zobacz, tamta pani cię woła.

Spojrzałam zmęczonym wzrokiem. Jakaś kobieta na samym początku tej gigantycznej kolejki faktycznie machała rękami.

– Nie, to niemożliwe. Ona nie woła nas. My tu nikogo nie znamy – odpowiedziałam zrezygnowana.

Ale on nie odpuszczał:

– Mamo, no zobacz! Ona cały czas cię woła!

​Spojrzałam jeszcze raz. Kobieta patrzyła prosto na mnie i gestykulowała tak jednoznacznie, że nie było już wątpliwości. Podeszłam niepewnie z całą gromadką, zastanawiając się, o co chodzi. I wtedy stało się coś niesamowitego.

​Kobieta uśmiechnęła się szeroko i… przytuliła mnie. Tak po prostu, jakbyśmy były starymi przyjaciółkami albo rodziną, która nie widziała się latami. Pokazała mi, żebym weszła przed nią. Zrozumiałam w mig – udawała naszą rodzinę, żeby nikt z kolejki się nie zorientował i nie oburzył, że wpuszcza kogoś z końca.

​Dzięki tej cudownej duszy ominęliśmy wielogodzinny koszmar. Zamiast stać z wykończonymi dziećmi na końcu sali, byliśmy nagle na samym przodzie. To było niesamowite przeżycie. Przez chwilę myślałam że zrobiła to ze względu na dzieci-zobaczyła wykończone dzieci i matkę której brakuje rąk żeby to wszystko ogarnąć ale nie...na sali takich dzieci i matek było bardzo dużo. Ona jednak wybrała właśnie nas.

​Wiem, że to nie mógł być przypadek. Utwierdziłam się w przekonaniu że ktoś nad nami czuwał i ta pomoc była dokładnie tą którą wymodliłam. Przed wyjazdem codziennie odmawiałam różaniec. Prosiłam Boga tylko o jedno: o dobre i szybkie załatwienie spraw u oficera. Bałam się o dzieci...wiedziałam co nas czeka. Bałam się procedury oficera i bałam się tych godzin czekania na swoją kolej o których opowiadał mi mąż. Bóg wysłuchał moich próśb i zesłał mi tego anioła w ludzkiej skórze, dokładnie w momencie, gdy najbardziej tego potrzebowałam.

​Nie znam jej imienia, ale nigdy nie zapomnę jej twarzy i tego uścisku.